Odwiedzamy

„Po Ziemniaki” na Małe Najedzeni Fest

17 września odbyła się kolejna edycja wydarzenia „Małe Najedzeni Fest”. Byliśmy i kilku rzeczy spróbowaliśmy, a w tym tekście znajdziecie nasze podsumowanie.

Idea festiwalu kulinarnego „Najedzeni Fest” powstała w 2013 roku. To odbywające się cztery razy w roku wydarzenie, w ramach którego w przestrzeń Hotelu Forum swoje stanowiska prezentują „najciekawsze inicjatywy kulinarne, restauracje i bary, warte uwagi sklepy internetowe, kucharzy prowadzących warsztaty gotowania, blogerów i smakowite wydawnictwa”. Każdorazowo gromadzi ogromną rzeszę fanatyków dobrego jedzenia.

W związku z tym dużym zainteresowaniem powstała idea stworzenia „wędrujących” wydarzeń pod nazwą „Małe Najedzeni Fest”. Odbywają się one na mniejszą skalę, odbywające się w różnych przestrzeniach miasta, czasem przyklejając się czasem do innych wydarzeń (np. TattooFest). W minioną niedzielę na terenie targowiska Stary Kleparz odbyła się kolejna edycja pod hasłem „Po ziemniaki”.

A że jestem wielkim fanem wszelkich wydarzeń kulinarnych organizowanych w tej targowiskowej przestrzeni – nie mogło nas tam zabraknąć.

Od pewnego czasu po raz kolejny eksperymentujemy z dietami roślinnymi. Obecnie funkcjonujemy w modelu vegan + flexitarian (czyli odstawiłem produkty zwierzęco pochodne, choć… czasem dziabnę kawałek mięsa lub ser lub jajko lub produkty mleczne… ;)). Dlatego wybraliśmy się „Po ziemniaki”, rzucając wystawcą niemałe wyzwanie.

Jak zwykle przy okazji tego typu wydarzeń staramy się zaglądać zarówno do znanych nam restauratorów, jak i sprawdzać rzeczy, z którymi do tej pory nie mieliśmy kontaktu. Poniżej krótkie podsumowanie potraw, które spróbowaliśmy.

Hummus Amamamusi

Krakowska hummusownia rozstawiła się z dwoma kramami. Na jednym serwowali zupy, na drugim – swoje ciecierzycowe specjały. Na pierwszym zjeść można było wegańską kartoflankę z suszoną śliwką, francuską vichyssoise oraz batatową z masłem orzechowym. Ponieważ wydarzenie poświęcone było pyrom, a kartoflanka była bez dodatków zwierzęcych – spróbowaliśmy tejże. I w wielkim skrócie – była absolutnie pozbawiona smaku 😔

Nie zawiódł nas natomiast ziemniak w mundurku w towarzystwie hummusu. Spróbowaliśmy wersji z czosnkiem niedźwiedzim oraz suszonymi pomidorami. I było pysznie.

Bo ich pasta jest najlepsza jaką kiedykolwiek do tej pory jadłem. Dlatego w ciągu następnych kilku dni ich lokal na Meiselsa dwukrotnie.

@hummus_amamamusi x @piekarnia_mojego_taty_bistro = idealne połączenie ❤️❤️❤️

A post shared by Degustacje Groszków (@degustacjegroszkow) on

Pstrąg Ojcowski

Na temat tego specjału pojawi się tu kiedyś zapewne jakiś tekst.

Stoisko – oczywiście jak nazwa wskazuje – specjalizujące się we pstrągach. Oczywiście – nie wegańsko.

Od czasu wizyty w szwedzkiej Karlskronie w kierunku sałatki ziemniaczanej spoglądam niezwykle przychylnie. Ale cieżko jest mi u nas trafić równie delikatną w smaku wersję tej potrawy.

Dlatego ucieszyłem się, gdy w ramach tematycznego festu ekipa Pstrąga Ojcowskiego zaserwowała między innymi sałatkę ziemniaczaną w towarzystwie wędzonej ryby. Ale niestety była tylko i wyłącznie… poprawna. Choć dodanie ryby było zdecydowanie trafionym połączeniem.

Sindbad & Bożena Stawicka

Na to stanowisko ściągnęły mnie ciekawie wyglądające przekąski o równie ciekawej nazwie – kalitki karelskie. Czyli zrobione z mąki żytniej „bułeczki” z farszem ziemniaczanym.

Jeśli przy okazji każdego tego typu wydarzenia ponosi mnie wyobraźnia w wyborze próbowanych popraw, wprowadzając mnie przy okazji na miny, to wspomniane kalitki stawiać będę właśnie jako przykład nieudanych prób.

W wielkim skrócie – było twarde i smakowało tylko i wyłącznie przypalonym ciastem.

Umami

Wegański stragan na sto procent.

Umami Jedzenie Performatywne to „to kolektyw kulinarno-artystczny. Powstały z inicjatywy kilku osób, które cieszą się łączeniem smaków i kolorów„.

W ramach ziemniaczanego wydarzenia sprawdziliśmy u nich dwa dania. Kopytka z czymś a la leczo były smaczne, choć po prostu poprawne. Brakowało mi w tej potrawie jakiegoś kopnięcia.

Takiego jakie znalazłem w pyzach z malinami. O mamo, ależ to było przepyszne!

Pałaszowałem tak szybko, że nie zdążyłem zrobić żadnego zdjęcia 🙁

Handelek

To stoisko było głównym celem mojej podróży na tą edycję Najedzonych.

Handelek to nowa inicjatywa, którą powołali do życia ludzie związani z jakże bliską mi branżą interaktywną, a dokładniej – z Socjomanią. W wielkim skrócie – będzie to bar śniadaniowy, a wszystko póki co wskazuje na to, że wręcz kanapkowy, który swoje podwoje otworzy w okolicach połowy października. I wówczas pewnie postaram się poświęcić mu tutaj trochę więcej miejsca.

Handelkowy kram wegańskich wytworów nie posiadał. Ale skorzystałem tu z mojej „flexi-” karty i spróbowałem dwóch dwóch smaków. Zaprawdę powiadam Wam – pasta wątróbkowa będzie hitem tego lokalu i będę tu wracał po nią jak bumerang. Mam nadzieję, że i kanapka z ziemniakiem zawita w menu na dłużej, bo w połączeniu ze śledziem wypadła bardzo smakowicie.

Przy kolejnej wizycie – już po otwarciu lokalu przy ulicy Filipa – z pewnością przyjrzę się jakości chleba. Tym razem miałem wrażenie, że był lekko czerstwy, ale zakładam, że mógł mieć na to wpływ fakt, że wydarzenie miało miejsce na świeżym powietrzu. Z pewnością sprawdzę ponownie.